2000 Zlot IZA Wrocław

II ZLOT INTERNETOWEGO ZWIĄZKU AKWARYSTÓW – WROCŁAW
1.05.2000

NASZE AKWARIUM Nr 8 maj 2000


Materiały z nieistniejącej w sieci strony – http://www.tcs.uni.wroc.pl/~tomanik/zlot/info.html

PROGRAM ZLOTU

Czas

Miejsce

Wydarzenie

Uwagi

12.00 Dworzec Gł. Spotkanie uczestników zlotu
Powitanie
13.00 Ogród Zoologiczny Oglądanie baniaków w zoo cena biletu 6PLN dorośli, 3PLN dzieci
15.00 Ogród Botaniczny Zwiedzanie wystawy:
1. Historia życia na Ziemi
2. Wystawa roślin wodnych
na wystawę wpuszczane są grupy
1. 20 min, ciekawa prelekcja
2. chyba ile kto chce, prawdopodobnie będzie obecny
dr Kamiński!
Przerwa na jedzenie w okolicy jest kilka mniejszych barów
można w nich uzupełnić zapasy kalorii,
70 osób nie wejdzie, ale mniejsze grupy…
17.00 Ogród Botaniczny,
sala konferencyjna
To na co wszyscy czekali!Spotkanie towarzyskie!

Rozmowy!

Oglądanie książek, czasopism, i czegokolwiek co zostanie przyniesione (tylko przyzwoite, akwamaniackie materiały, b/o)!

Niespodzianki!

Dlaczego sala konferencyjna?1. Dużo ludzi.
2. Ciężko wynająć salę na tyle ludzi.

Na miescu będzie kawa herbata.

W końcu może uda się odśpiewać Hymn Akwarystyczny. Melodia jest dostępna na sieci.

noc Odprowadzenie grupowiczów na Dworzec. Pożegnanie. Machanie chusteczkami.
Długa droga do domu…

Program może się jeszcze zmienić, ale nieznacznie. Podstawowy plan akcji zostanie zachowany.

Lista uczestników:

imię i nazwisko nick reprezentowane miasto
Krzysztof Kaźmierczak+ rodzina red@KK Poznań
Jacek Dras blk Gliwice
Wojciech Stańczak Wrocław
Paweł Kusiak+syn Starachowice
Marek Oberman c0rn Warszawa
Wiesław Bort WiBOR
Tomasz Marcin Hippe tmh Trójmiasto
Mirek mirekk ?
Jarosław Ignatowicz Wrocław
Sławek Siudakiewicz Wrocław
Wojciech Tomanik uaru Wrocław
Lukasz Czembor LAC Ustroń, woj. śląskie
Artur Białosiewicz+rodzina aRTI Wałbrzych
Marcin NowackiMonika Nowacka Eagle72Marion Lubin
Mariusz Pękala JASKIER Sosnowiec
Tomasz Lanycia (4 osoby) ? Lódź
Michał Pręgowski wikary Warszawa
Mariusz Rutkowski ? Solec Kujawski
Zdzisław Reterski Zdzi$ Wrocław, Darmstadt
Krzysztof Wiatrowicz
+ rodzina
krzysiek Chorzów
Andrzej Polański
+ żona
raistand Opole
Sebastian Komor + Monika eskom Ruda Śląska
Marzenna Kielan Wrocław
Darek Firlej Płock
Tomasz Woźny Tomkii
Sebastian Zuter + żona SebZet Leszno
Piotr Strzelecki Włocławek
Pawel Lutoborski LUTEK Warszawa
Maja Prusińska Olsztyn
Krzysztof Łukmin Kostrzyń
Rafał Kozera Blizniak2 Warszawa
Krzysztof Madzia Cieszyn
Krzysztof Wróbel + dziewczyna Krysss Ostrzeszów
Marcin Kowalski Krotoszyn
Andrzej Kowalski Krotoszyn
Roman Kowalczyk + 1 osoba Krotoszyn
Marek Głownia MarkIV Zabrze
Rafał Olczyk Olek Zdzieszowice k. Opola
Sebastian Kujath kujacik Poznań
Stanislaw Lis Bolek Chocianów k. Lubina
Andrzej Janiak Wrocław
Wiesław Pogorzelec Alarmowiec Poznań
Jaro Ryzinski + 1 osoba Jaro de Muminos
Tomasz Kwiecień
+żona + 2 córki
aapril Szczecin
Mariusz Sekściński Trójmiasto
Aurela
Roman i Piotr Skrzypczak
Aquarelka Poznań
Hubert Rackowiak Poznań?
Andrzej Wysocki + 1 osoba Poznań?
Liliana Odziemczewska + 1 osoba Łódź
Mariusz Drożdż maris Gliwice
Tomasz Nidecki tonid Warszawa
Mariola Dopierała + 1 osoba Krotoszyn?

Zanim dotarliśmy do zoo…

Przed załadunkiem do autobusu spędziliśmy
trochę czasu w ogródku piwnym;)
Zanim załadowaliśmy się wszyscy
do autobusu, minęło trochę czasu…

Autobus był śliczny 🙂
Podróż nie trwała długo…
… więc na ciasnotę nie narzekaliśmy

Zwiedzamy pawilon akwarystyczny

Na początku trudno
było dostać się
do zbiorników…
Było strasznie
gorąco i duszno…
ale robiło się luźniej…
Można było spokojnie
sfilmować ryby…
…albo z nimi
porozmawiać.
Po wyjściu z akwarium
rozpoczęły się długie
akwarystów rozmowy…

Zbiorniki, które widzieliśmy…

Relacje z imprezy pojawiające się na „pl.rec.akwarium”

IZA 2000 – pierwsze wrażenia

02.05.2000 godz. 1.10

Wojciech Tomanik

No wiec chyba udalo sie.. nasi goscie nie wyjechali totalnie
wkurzeni… ;-))

ale od poczatku:

podroz do Wroclawia dla wielu IZOwcow byla dosc dluga, musieli wstac
wczesnie rano, by dojechac na poludnie do Wroclawia

Oragnizatorzy tez musieli wczesniej pojechac do ogrodu botanicznego,
by zawiezc tam zapasy wody mineralnej, napojow, ciastek…

o wpol do dziesiatej JArek Ignatowicz, Slawek S. pojechali na Dworzec,
ja wpadlem jeszcze do domu, gdzie mialem czekac na Eagle’a… przy
okazji udalo mi sie zjesc sniadanie;-)

Niestety, komorke zostawilem w ogrodzie botanicznym, wiec pare
bezskutecznie usilowalo sie do mnie dodzwonic…

Eagle przyjechal ok. 10.30 z zona i Bolkiem, przez krotka chwile
podziwiali moje akwaria, zapakowalismy kamere i pojechalismy
samochodem Eagle’a na dworzec…

Na miejscu spotkania na peronie drugim byli tylko Jarek i Slawek,
wszscy inni od razu wsiakali do ogrodka przy barze tuz obok dworca..

Pierwsza do Wroclawia przybyla ekipa z Katowic, nie liczac paru ekip
samochodowych, ktore dotarly wczesniej.
Ekipa z Katowic liczyla 14 akwamaniakow, co od razu nadaloo imprezie
mase krytyczna…

Wkrotce przybyli inni: Andrzej Polanski z zona, tonid, Marzenna Kielan
z mezem, wikary…

Najdluzej trzeba bylo czekac na ekipe gdansko-poznanska, ktora
przybyla jako ostatnia tuz przed godzina 12, za to z wielka pompa:
ubrani w koszulki IZY, w pociagu oblepionym plakatami IZY…

Naprawde dali przyklad, jak powinni podrozowac akwainternauci w
grupie…

Inna sprawa, ze okazalo sie, ze nie wszyscy dsyponuja dobra pamiecia
do twarzy: nie pamietali osoby, ktore juz wczesniej poznali w
realu… nie bede pokazywal palcem;-))

razem z ta ostatnia grupa przyjechaly koszulki IZY, w ktore niemal
natychmiast poprzebieralo sie wielu grupowiczow…
nasza grupa naprawde musiala robic wrazenie…

zapakowalismy sie do autobusu z napisem specjalny i ruszylismy w
kierunku ogrodu zoologicznego… pod ogrodem zoologicznym z miejsca
sformowalismy wielka kolejke do kasy… dopiero po chwili chyba
Mariusz rutkowski wypatrzyl druga kase, a Monika Nowacka automaty do
sprzedazy biletow… teraz juz szybko znalezlismy sie po drugiej
stronie bramy…

w ogrodzie czekal na nas aapril z rodzina, ktory przyjechal duzo
wczesniej samochodem, by dzieci mogly zobaczyc slonia.

gromki smiech spotkal uwage Slawka zaczynajaca sie od slow „Ci,
ktorych rybki nie interesuja…”
teraz juz szybko uformowalismy kolumne marszowa stronie bramy i
ruszylismy w kierunku akwarium…

To tzreba bylo zobaczyc, jak nasza zwarta grupa zaatakowala
pomieszczenia w ktorym znajdowaly sie akwaria…

tym razem wiele osob poslugiwalo sie kamerami wideo..
wszyscy ogladali zbiorniki w kolenosci od wejscia do wyjscia, z
wyjatkiem wikarego, ktory stwierdzil, ze ogladajac je w odwrotnej
kolejnosci…

generalnie, baniaki w zoo nie usatysfakcjonowaly grupowiczow…
przemieszane biotopy, gdzieniegdzie chore ryby,

tylko kilka akwariow naprawde zaslugiwalo na uwage, m. in. dwa IMHO
znakomite akwaria morskie.

szybko obejrzelismy baniaki, nastepnie wloczylismy sie przez dwie
godziny po zoo, dyskutujac zawziecie…w koncu wiekszosc dotarla pod
zolte parasole z napisem Piast, gdzie dluga chwile siedzielismy,
ogladalismy fotografie, i rozmawialismy na jedynie sluszny temat…

o 15.00 ruszylismy w kierunku ogrodu botanicznego.. czesc autobusem,
czesc samochodami… nie wiem jak przebiegala podroz, gdyz pilotowalem
jeden z samochodow… dobrze, ze czujni koledzy zabrali moja torbe z
autobusu tuz przed jego odjazdem;-))

w ogrodzie botanicznym rozlokowalismy sie w sali konferencyjnej.bylo
troche zamieszania przy rozdawaniu ciastek, wody,…

TMH robil liste obecnosci… rozdalismy gadzety, ktore specjalnie na
te okazje dostarczylo Eurozoo: puszki z Tetra Minem, dlugopisy
broszury, itp. oraz nowy experymentalny pokarm Tetry.. poniewaz tego
ostatniego nie bylo duzo, dostali go ci grupowicze ktorzy razem
reprezentowali szeroki wachlarz biotopow, a kazdy z nich budzil
zaufanie, ze starannie opisze swoje doswiadczenia ze stosowania na
grupie,,,

experymentalne pokarmy dostali: tonid (SA – ziemiojady) aapril
(tanganika), redkk ( malawi), tmh (labirynty), Wieslaw Bort ( wielkie
pielegnice z CA), Eagle (tanganika — xenotilapie)…

dodatkowo aapril dostal butelke produktu, ktory swego czasu budzil, i
nadal budzi kontrowersje – Easy Balance Tetry… uznalismy, ze on jest
osoba, ktora najlepiej przetetuje ten srodek i da relacje na grupie…
tym bardziej, ze aapril juz od dawna byl zainteresowany testowaniem
tego produktu..;-)

dodatkowo rozdalismy foldery i pokarmy firmy Globex, ktora przekazala
nam te pokarmy celem przetestowania..

potem kwestia finansow… uznalismy, ze najlepiej bedzie, jesli wikary
zbierze po prostu skladke na tace, z czego wywiazal sie znakomicie,
zbierajac 151PLN… lata praktyki ;->

po rozwiazaniu problemow finansow czesc osob zeszla ogladac baniaki
roslinne, czesc cos zjesc, czesc do sklepu na jendosci…

impreza rozpadla sie na kilka rownoleglych imprezik

na spotkaniu z nami pojawil sie sam dr Kaminski… mozna bylo mu zadac
pytania dotyczace roslin i otrzymac interesujace odpowiedzi…

tu warto dodac, ze dr kaminski jest chyba najbardziej zasluzona dla
zlotu postacia, bo to wlasnie on zalatwil nam mozliwosc skorzystania
za darmo z sali konferencyjnej w ogrodzie botanicznym!!!

rosliny byly cudowne, ale bylo tam piekielnie goraco.. po jakims
czasie ponownie zaczelismy zbierac sie w sali…

Eagle pokazywal na fimie swoje xenotilapie, potem ogladalismy trace
sie pielegnice skosnopregie…
w koncu obejrzelismy film z palmiarni sprzed paru lat (byly tam wtedy
uaru!!)
nastepnie zaczelismy ogladac film o Tanganice wielka rybka w MAlym
jeziorze… wszyscy kibicowalismy samcowi muszlowca, ktory zabieral
iinnym samice razem z muszlami… wiecej muszli wiecej samic – taki
byl wniosek z tego filmu…

nie lubimy wezy i zolwi zywiacych sie pielegnicami…

Projekcja filmu zostala przerwana, by oglosic wyniki konkursu na
Zlotego Trofeusa i wygaszacz akwarystyczny… ja nic nie napisze,
niech o zwyciezcach napisza organizatorzy konkursow;-))

Po ogloszeniu wynikow wikary raz jeszcze zbieral na tace – tym razem,
by dzieci od Lecha Wojnowicza mogly otrzymac koszulki IZA za bardzo
pomniejszona oplate… zebral 215.07PLN… widac, ze ma coraz wieksza
wprawe…

Wkrotce potem zebralismy sie w sobie, opuscilismy ogrod bot. i
udalismy sie do slynnej kawiarni SPIZ, po drodze zwiedzajac starowke
wroclawska… Nie wiadomo jakim cudem Mariusz Rutkowski zalatwil nam
sale bezdymna, tylko dla nas…

co tam robilismy: jedlismypilismy, rozmawialismy o rybach, ogladalismy
ksiazki… znowu kelnerzy dziwnie na nas patrzyli;-)

BTW, ile bledow w tym Mergusie! Uaru nazwac ryba miesozerna!!!!!
Zgroza!!!!

Przed dziewiata opuscilem lokal wraz z tonidem, ktory umowil sie z
wlasciecielem sklepu na odlowienie dwoch 40cm panakw oraz chyba 50cm
gibbicepsa… po raz pierwszy widzialem kupowanie ryb o 9 wieczorem,
i to jakich ryb…

pojechalismy w piatke: tonid, wikary, Marzenna, jej maz i ja…
z kamera, bo koniecznie chcialem nakrecic lowienie zbrojnikow…

lowienia tych ryb po prostu nie da sie opisac, trzeba to zobaczyc…
chociaz… Marzenna byla swiadkiem… z jej talentem mogloby sie
udac… Marzenna, opisz Lowienie zbrojnikow, please…

najwiekszy gibbiceps jakiego w zyciu widzialem… wylowiony skrzeczal
strasznie glosno….

trzymajmy kciuki, by ryby bez problemu dotarly do Warszawy…

warszawiacy pojechali do domu, ja jeszcze pognalem na dworzec by
pozegnac sie z ekipia poznansko-trojmiastowa…
na dworcu bylo dziwnie: najpierw zgubil sie tmh, potem ganiali jacys
ludzie z kosami na sztorc, na koncu pojawila sie indianka z lukiem i
kolczanem pelnym strzal…

W koncu wszyscy przyjezdni z wyj jednego, wsiedli do pociagu, oblepili
go plakatami IZY i pojechalli…

organizatorzy udali sie do samochodu Slawka, ktory nastepnie rozwiozl
ich po domach.. ja do domu dotarlem o 23.00… mysle, ze pozostaki
oragnizatorzy juz padli ze zmeczenia, ja padne za piec minut…

To tylko kilka suchych faktow, ktore mimo poznej pory usiluje wam
przedstawic… mysle, ze pojawi sie wiele roznych ciekawych opisow…

bez watpienia byl to najwiekszy z dotychczasowych zlotow: na pewno
bylo obecnych ponad 60 osob…

last but not least, uchwalono, ze nastepny zlot odbedzie sie pod
koniec sierpnia w Sopocie… Zapraszamy do Sopotu…

Pozdrawiam,
Wojtek

PS: BTW: w kuluarach zlotu dyskutowano wiele inicjatyw, ktore
moglibysmy podjac, o tym w nastepnych postach, po kolei i powolutku

PPS: darujcie bledy, ale jestem juz zmeczony…

Wrażonka red@kk ze zlotu

02.05.2000 godz. 13.49

red@kk

Bylo super! Wroclawiacy staneli na wysokosci zadania, pokazali akwarystyczen
i nie tylko zalety swojego miasta i zadbali o mila atmosfere na zlocie. To
zdanie nie tylko moje, ale takze mojej zonki i coreczek. Bylo co zobaczyc i
przede wszystkim – z kim pogadac. Szkoda tylko, ze tak krotko i nie z
wszystkimi, szczegolnie zaluje, ze nie pogadalem sobie z Eagle, Jackiem
Drasem, Marzenna :((( Nie z wszystkimi, ktorym obiecalem wypilem tez piwko,
ale to mam nadzieje da sie jeszcze odrobic. Za to udalo mi sie porozmawiac z
wieloma osobami, o ktorych nie wiedzialem, ze beda chcialy ze mna gadac :)))
Kreche maja u mnie jedynie krawcy i kolejarze. Krawcy – ci od moich spodni,
przez ktorych partactwo musialem schowac sie na jakis czas na zapleczu sali
Ogrodu Botanicznego, by sie pozszywac (tu uklony dla straznika z Ogrodu
Botanicznego za wypozyczenia igly i nitki). Kolejarze podpadli mi natomiast
(i podrozujacej PKP ekipie poznansko-gdanskiej) za trzaskanie drzwiami,
niegrzeczne zachowanie i zaslepienie przepisami (z braku legitymacji
wykasowali 100 % bilet nie tylko od Kujacika, ktory na dziecko jak wiadomo
nie wyglada 🙂 ale takze od mojej coreczki,. ktora jaka jest kazdy
widzial!). Tak zachowali sie konduktorzy z pociagu do Tromiasta, ci z
Trojmiasta byli ich zupelnym przeciwienstwem – wcale nie sprawdzali
biletow!!! widzac ludzi w koszulkach z rybka :)))
Zeby nie skonczyc niemilym akcentem musze powiedziec, ze zlot spowodowal, ze
moje coreczki zapalaly jeszcze wieksza checia zajmowania sie rybkami. Nim
jeszcze sie z zonka dzisiaj obudzilismy, one wypakowaly z plecaczkow
pokarmy, ktore otrzymaly na zlocie, ustalily dyzury przy akwa i zabraly sie
za serwowanie rybkom jedzonka:) Czy to wplyw Mariusza (uwazaj, jesli masz
narzeczona, to moze byc z nia krucho bo Weronka cwiczy boks 🙂 w ktorym moje
dzieciatka sie wprost zakochaly??? :))) Nie wiem, w kazdym mam nadzieje, ze
tak zostanie. Tak jak pozostana (na pohybel krawcowmi kolejarzom!) mile
wspomnienia z wroclawskiego zlotu.

wrażenia kujacika 🙂

02.05.2000 godz. 18.12

Sebastian Kujath

Zaczelo sie od wyjazdu.(ale zaczalem 😉 Z Poznaniakow bylem na dworcu
pierwszy. Gdy „pomorzanin” podjechal bylem jeszcze sam. Z okna w wagonie
6 wystawala glowa pewnego znajomego czlowieka 🙂 Gdy wsiadlem do pociagu
bylem lekko zszokowany. wszystkie okna oblepione plakatami IZA 🙂
Red z rodzinka przyszedl na ok 5 minut przed odjazdem pociagu,
alarmowiec byl jeszcze pozniej. Szkoda ze ekipa
trojmiejsko-solsko-poznanska liczyla tylko 9 osob(tmh, mariusz x2 ;),
red z rodzina, alarmowiec i ja). A mialo byc zajete 1,5 wagonu 😉

Podroz minela na rozmowach. Prawie wszyscy w koszulakach IZA 🙂 Do
Wroclawia dotarlismy punktualnie. Na dworcu czekali na nas chyba tylko
organizatorzy (niech inni zaluja, nie widzieli wagonu ktorym jechala IZA
😉 Zostalismy odprowadzeni do reszty zlotowiczow. Tam byly przywitania.
Akwarysci rzucili sie na Mariusza z koszulkami 😉

Po chwili ruszylismy autobusem „specjalnym” (ciekawe dlaczego taka
nazwa? 😉 do zoo. Tam po pokonaniu bramy zebralismy sie w jednym
miejscu. Kilku usilowalo robic zdjecia grupowe, ale chyba bylo to
niewykonalne. Potem cala brygada ruszylismy do akwariow. W srodku bylo
bardzo ciasno i goraco.

Akwaria slabe. Mieszali biotopy, urzadzone nieprawidlowo (na przyklad
ksiezniczki w akwarium z roslinami i kokosami :O), ryby w niektorych
baniakach chore 🙁 i nazwy (na przyklad MALAWIK jakis tam dla pyszczaka
z Malawi ). Moglo to wszystko troche rekompensowac ladne okazy
niektorych ryb. Morskie IMHO nie bylo za szczegolne (poza litrazem i
rybami)

Po obejrzeniu akwariow bylo troche czasu zeby cos zjesc i pogadac. Ja
bylem z tonidem, wiborem i alarmowcem. Pierwszy raz w zyciu mialem
mozliwosc ogladania TFH (w nich byly dwa artykuly o panakwach wiec
troche sie przygotowalem przed wizyta na jednosci :). Wibor mial jakas
ksiazke ze zdjeciami ryb. Bardzo ciekawa.

W drodze do miejsca zbiorki dolaczali sie do nas coraz to nowi akwarysci
🙂 Z tamtad udalismy sie do autobusu, a dalej do ogrodu botanicznego.

Tam moglismy sie ulokowac w sali konferencyjnej. Organizatorzy rozdali
niespodzianki, napoje i ciastka. Teraz mozna bylo gadac do woli ,
ogladac przywiezione ksiazki. Po jakims czasie udalem sie z kilkoma
osobami do sklepu na Jednosci. Sklep maly ale ciekawy. O pnakwach i
gibbim juz pisano (IMHO szok). Ja teraz napisze o multifasciatkach.
Wygladalo mi to na jakies likwidowane stado, bo byly ryby bardzo
zroznicowane pod wzgledem wielkosci. Niestety bylo wsrod nich kilka z
pokrzywionym kregoslupem i jakimis zgrubieniami w okolicy odbtu 🙁 Mimo
ze byli na nie chetni to ich nie kupili. Miomo wszytko naleza sie
podziekowanaia wlascicielowi sklepu.

Po obejrzeniu sklepiku udalem sie z Mariuszem R. , wikarym, tmh i
wiborem do knajpy obok. Tam przy muzyce Disco-Polo 😉 sjedlismy
zapiekanki, pierogi i barszcz 😛

Nastepnie wszyscy zebrali sie ponownie w sali konferencyjnej. Niestety
juz bez kilku osob, ktore juz wracaly do domu. Tam rozdano nagrody w
konkursach. W miedzyczasie byl pokazywany film „Mala rybka w duzej
wodzie” z super kawalkiem o Lamprologus callipterus 🙂 Takze sie
przylaczam do chetnych na ten film.

Ok. 19.00 kilka osob wpadlo na pomysl zeby udac sie do „Spiza” Reszta
ich poparla i tak opuscilismy ogrod botaniczny. Czesc osob poszla
pieszo, a czesc pojechala samochodami.

Gdy piechota dochodzila do dodcelowego miejsca to jedna ekipa
samochodowa juz tam na nas czekala. Ku zaskoczeniu wszystkich Mariusz
zalatwil w niewyjasnionych okolicznosciach sale tylko dla akwarystow. 😀

Tam siedzielismy jeszcze okolo 2 godzin. W miedzyczasie wybyly ekipy
warszawska i poznanska zmotoryzowana. Potem udalismy sie w gronie
slazakow, poznaniakow, trojmieszczan, solczanina i organizatorow na
dworzec PKP. Tam przy lzach, chustaczkach i machaniu rekoma
odjechalismy. O atrkcjach podrozy 🙁 napisal juz red@KK. W domu bylem
po pierwszej w nocy.

Najwieksze gratulacje i podziekowania naleza sie organizatorom, a takze
Mariuszowi za koszulki.
Zlot byl wspanialy, ale niestety sporo osob bylo dla mnie tajemniczych.
Poczatkowo czulem sie jak w klubie AA (Anonimowych Akwarystow), ale
potem coraz wiecej osob ujawnialo swoja tozsamosc 🙂

Do nastepnego razu!!! :)))))))))))))))))))))))))))

Krótki raport

02.05.2000 godz. 13.52

Tomasz Nidecki

Warszawska ekipa zjazdowa obudzila sie o brutalnej porze – ok. 4:30 rano
;). Podjechalem po Wikarego do domu, po czym „zolta strzala” przemknela
przez miasto w kierunku Piaseczna, po drodze wypatrujac chetnych na
wyjazd kolo Kina Moskwa – zadnych nie bylo :(.

Ok. 6 bylismy u Marzeny w Piasecznie, gdzie nastapila wymiana wozow –
przesiedlismy sie do Mazdy Irka i ruszylismy w trase z predkoscia
dochodzaca do 200 kmph ;>. Irek sie tylko taki spokojny wydaje ;>>>>. Po
drodze oczywiscie gadanie o rybkach, ogladanie TFH, krotki postoj na
sniadanie.

Dojechalismy do Wroclawia ok. 10:00 w nieco glosniejszy niz zwykle
sposob – przerwala sie rura od tlumika za katalizatorem. Przez godzine
szukalismy po Wroclawiu jakiegos otwartego zakladu, ktory naprawil by
nam te usterke, ale sie nie udalo. Tak wiec ok. 11:15 dotarlismy na
Dworzec.

Przemierzajac dworzec zauwazylem Raistanda, ktory poprowadzil nas do
pierwszej grupy piwnej ;>. Nie ma co opowiadac kto i w jakiej kolejnosci
sie pojawial, w kazdym wypadku ludzi bylo mnostwo i co najmniej 10 osob
pozostaje dla mnie niewiadomych nadal :(. Tak na oko powiedzialbym, ze z
60 osob dotarlo.

Wpakowalismy sie do autobusu i ok. 12:15 ruszylismy w okropnym scisku (a
byl to wynajety autobus miejski! to daje wyobrazenie ile osob bylo! 🙂
do ZOO.

W ZOO – wizyta w pawilonie akwarystycznym i… okropne rozczarowanie.
Nedza maksymalna – znacznie gorzej, niz Palmiarnia czy poznanskie ZOO
:(. Stan niektorych ryb wolal o pomste do nieba :(. Ot np. praktycznie
martwa managuensis :(… Wyszlismy stamtad czem predzej i z Wiborem,
Kujacikiem oraz Alarmowcem znalezlismy sobie stolik przy ktorym
spedzilismy co najmniej godzinke gadajac, popijajac i podjadajac chlodne
i slodkie rzeczy ;).

Ok. 15:00 zebralismy sie znow by ruszyc autobusem do ogrodu
botanicznego. Na miejscu zajelismy wynajeta sale – ledwie starczyla na
wszystkich obecnych, trzeba bylo dodatkowe krzesla/lawki wnosic! Tam
nastapilo kilka komunikatow organizacyjnych, odwiedzil nas pan Janek
Selinger – wlasciciel sklepu na Jednosci zapraszajac do siebie, rozdane
zostaly prezenty i pokarmy testowe (TetraDelica – dla wybranych
testerow, ktorzy maja opisac, jak pokarm biora ich ryby), a potem grupa
zainteresowanych poszla ogladac zbiorniki w ogrodzie botanicznym…

I tu – maksymalny szok! Chyba najpiekniejsze zbiorniki publiczne, jakie
widzialem! Mimo, ze nie jestem zwolennikiem roslin potrafie docenic
dobra robote, a to byla dobra robota. Widac, ze sprawa zajmuja sie
ludzie, ktorzy wiedza, jak o akwaria dbac i mimo, ze maja do opieki ok.
30 zbiornikow 1500-litrowych, to zarowno rosliny jak i ryby (z bardzo
niewielkimi wyjatkami – brzanek z problemami z pecherzem) sa w idealnym
stanie. Osobiscie zachwycalem sie przeroznymi gatunkami slimaczkow,
jakie sobie w tych akwariach zyly :). No i absolutnie genialne
rozwiazanie tylnej sciany – platy plaskich lignitow z wrosnietym mchem
jawajskim! :). Podobno do dostania w skladzie opalowym – musze cos
takiego znalezc i podkrasc pomysl :).

Potem nastapil powrot do sali i w kilka osob ruszylismy do sklepu na
Jednosci, gdzie mialy czekac na mnie ryby… Sklepik faktycznie
absolutnie malenki, ale z wieloma ciekawostkami. A wlasciciel powinien
byc absolutnym wzorem dla innych sklepikarzy-akwarystow z calej Polski.
Jesli uwaza, ze rybie u kogos nie bedzie dobrze, nie sprzeda jej (!).
Dlatego tez ryby, ktorymi bylem zainteresowany, nie poszly do ZOO –
stwierdzil, ze nie zrobi im tego (!).

Wszedlem na zaplecze sklepu, patrze i… szczeka wyladowala w Japonii. W
akwarium siedza dwie ogromne Panaque, dlugosci calkowitej (z ogonem) ok.
30cm. Ogromny leb, ogromne oczy… Jedna – czysty nigrolineatus, druga z
nieco innym wzorem – od dosc dawna naukowcy zastanawiaja sie, czy
nigrolineatus to jeden, czy kilka gatunkow… Te dwie wygladaly na dwa
rozne gatunki (mimo tej samej wielkosci).

Przeszedlem pare metrow dalej – a tam akwa z wieloma ruchliwymi sporymi
pielegnicami z CA. Slawek Siudakiewicz probowal wyploszyc rybe, ktora
mialem zobaczyc, ale bal sie najpierw wlozyc reki do stada wyglodnialych
citrinellusow ;>>>. I wcale mu sie nie dziwie ;P. Wreszcie wlasciciel
wyploszyl bydlaka i moim oczom ukazal sie… 50-centrymetrowy
gibbiceps… Cena wszystkich trzech… – 280 zlotych (!!!!)

Zdecydowalismy, ze po ryby wrocimy jak bedziemy wyjezdzac do W-wy zeby
ich nie meczyc. Dlatego tez wrocilismy do ogrodu botanicznego, gdzie
wlasnie odbywala sie projekcja „Malej rybki w duzej wodzie” – filmu o
Tanganice (Eagle, ja chce tego kopie!!! :). Siedzialem ze szczeka na
podlodze, jak callipterus porywal sasiadom muszle z samicami w srodku i
przenosil na swoja kupke :))). To sie nazywa skuteczne poderwanie laski
;PPPP.

Potem nastapilo rozdanie nagrod i zbiorka kasy dla Lecha Wojnowicza. I
to sie nazywa zgrana grupa – nie bede ujawnial bo moze koledzy nie chca,
ale w 5 minut zgromadzilismy (Wikary chodzil z taca ;>>>) sporo dla
dzieciakow :). Co do konkursow – wygral wygaszacz, na ktory glosowalem
;P. No i oczywiscie Marzenka dostala Zlotego Tropheusa (czyli jak
nadmienil April – Tropheusa auratusa ;>). Ja zas dostalem… sloik z
Ampulariami, swiderkami i zatoczkami od Jacka Drasa ;P.

Ok. 19:00 wyruszylismy na rynek do knajpki, ktora wszyscy strasznie
polecali ze wzgledu na podobno swietne piwo :). Tam posiedzielismy
jeszcze z pol godzinki, po czym ekipa warszawska pozegnala sie z
wszystkimi, ktorzy pozostali (wczesniej pojechali m.in. April, czy Eagle
i kilka innych osob rowniez zniknelo…) i ruszylismy do sklepu wraz z
Uaru ktory chcial koniecznie sfilmowac lapanie moich potworow ;P.

O 21:00 bylismy w sklepie, w minutke pozniej podjechal pan Selinger i
wzielismy sie do roboty. Dowiedzielismy sie wtedy, ze Panaquy wyrosli do
tej wielkosci u kogos w podobno… 100-litrowym akwarium przez ok.
rok!!! Nie wiem, jak to mozliwe, podobno to wynik karmienia bardzo
roznorodnym pokarmem… No coz, ktos mial wyrazna reke do tych ryb ale
musial sie ich pozbyc w zwiazku z likwidacja akwarium… Ryby podobno
byly juz u pana Selingera od miesiaca czyli przebyly stosowna
kwarantanne.

Lapanie Panakw poszlo bez wiekszych problemow (no, moze lekkie
ochlapanie ;). Natomiast Duzy (to imie gibbiego ;>) sprawial klopoty.
Trzeba bylo go wyjac recznie. Kiedy pan Selinger zlapal go w reke
nastapilo cos arcydziwnego… Ryba zaczela zachowywac sie, jak…
kalamarnica!!! Wypuscila ogromna ilosc smierdzacej, bialej substancji z
okolic odbytu!!! Do tego niemilosiernie skrzeczala!!! Na szczescie
trwalo to chwile po czym znalazla sie w kuble (do przewozu pan Selinger
znalazl 2 kubly po TetraMinie, takie z 13-litrowe; na pokrywie tego z
Duzym bylo napisane „Duzy Slonecznik” bo w tym kuble byly przechowywane
wczesniej ziarna slonecznika :)) – stad nazwa „Duzy” dla gibbiego ;))).

Wzielismy stwory na tylne siedzenie (w kublach oczywiscie), pozegnalismy
sie z Uaru i panem Selingerem (ktory prosil, zeby we wtorek zadzwonic,
jak ryby dojechaly!!!) i ruszylismy w trase.

Ok. 50 km za Wroclawiem po wizycie w McDonaldzie na kolacje zaczelismy
miec problemy z tlumikiem. Rura z przodu odgiela sie na tyle, ze zaczela
obijac sie o droge. Zwolnilismy do ok. 50 kmph, ale kiedy zrobilo sie
juz to niebezpieczne, Irek zatrzymal woz, stanal na wysokim krawezniku w
jakims malym miasteczku na przystanku PKS i wlazl pod samochod… Po pol
godziny manipulacji, gdzie probowal przyczepic rure od tlumika
przewodami wysokiego napiecia (z braku stosowniejszych mechanizmow 😉
podjechala Policja i poinformowala nas ze pare km dalej jest stacja
benzynowa z najazdem. Tam wiec pojechalismy. Stacja byla. Najazd
zlikwidowany od paru lat :/. No ale tam tez byl wysoki kraweznik, za to
Irek kupil stosowne narzedzia i wlazl pod samochod na nastepna prawie
godzine… My zas stalismy (bylo to ok. 23:00-00:00) i sluchalismy
spiewajacego nieopodal pieknie slowika :).

Potem droga potoczyla sie juz latwo. Dojechalismy ok. 4:00 do Piaseczna,
po czym przesiedlismy sie w Garba i z Wikarym pojechalismy do mnie.
Wnieslismy ryby na gore, odwiozlem Wikara i ok. 4:30 wzialem sie za
przekladanie ryb. Przy okazji podmienilem wode w 500tce i 100tce z
ziemiojadami, wyczyscilem filt u steindachnerow. Przez ok. godzine
trzykrotnie podmienialem 30-40% wody w kublach zeby dostosowac ryby do
nowych warunkow, po czym wlalem lobuzy z reszka wody w kuble (zadna
siatka by ich nie zmiescila 😉 do akwarium. Poszedlem spac ok. 6:00 nad
ranem :).

Jest teraz mniej-wiecej 14:00 (musze niedlugo wybrac sie do pracy ;>>>),
wlasnie sie obudzilem i widze, ze ryby wydaja sie byc OK, choc jeszcze
sa strasznie niemrawe, zestresowane po transporcie. Ale nie ma zadnych
problemow, wiec mysle, ze teraz juz z gorki.

To tyle ;P. Mysle, ze pare szczegolow moglem przeoczyc, ale na pewno
koledzy dopisza ;P. Z mojego punktu widzenia bylo super i nie moge
doczekac sie nastepnego zjazdu – wstepne plany to koniec Sierpnia w
Sopocie :). Ale wczesniej, za 3 tygodnie, Torun :).

Krótki raport tonida
w oczach Marzanki

03.05.2000 godz. 20.59

Marzenna Kielan

Na prosbe Uaru (Wojtka Tomanika), a takze czujac wewnetrzna potrzebe (po
przeczytaniu wersji Tonida), siadam przed klawiatura natychmiast po powrocie
do domu z dwudniowego wypadu do Lublina. I choc wiem., ze juz to
slyszeliscie, to teraz ja, raz jeszcze powiem, ze jestem pod wrazeniem pracy
organizatorow zjazdu, ktorzy wlozyli w swoja prace serce i dusze
prawdziwych akwarystow, stawrzajac nam warunki do przesympatycznego
spedzenia czasu. Zjawiskiem zdumiewajacym pozostanie dla mnie na dlugo,
socjologiczny fenomen dzialania, integracji i checi spotykania sie tak duzej
grupy ludzi, ktorych polaczyla elektroniczna poczta. Nie czulam sie
zaskoczona, ani rozczarowana „fizjonomia w realu” zadnej osoby, co pewnie
zawdzieczac moge faktowi istnienia na tym pieknym swiecie juz …..sci lat
oraz glebokiemu ignorowaniu wygladu ludzi, odkad moja hedonistyczna natura,
oraz rzucenie palenia uwiezily mnie w ciele slonika z dusza elfika :-)) Choc
nie powiem, dwa zdarzenia wprowadzily mnie w lekkie zdumienie: wzrost
Kujacika oraz nieziemsko aksamitny glos Mariusza Rutkowskiego, ktoremu
zawdzieczam 12 cudnej urody zeberek red red. Cale szczescie, ze poprosil
mnie od odebranie tylko jednej koszulki dla spoznionego Lutka, bo po zdaniu
„Marzena, czy moglabys tu podjesc”, moglabym tak podchodzic jeszcze kilka
razy ;-))) Milych wrazen bylo cale mnostwo. Najbardziej cieszyla mnie
mozliwosc porozmawiania z tyloma osobami, a martwilo, ze nie jestem w stanie
rozmawiac ze wszystkimi. Zaskakujace bylo tez to, ze niemal nie odnotowalam
gromadzenia sie w scislych grupach „tematycznych” – kazdy chcial rozmawiac z
kazdym. O tym zas, ze akwarysci to niezwykli ludzie przekonalam sie kiedy
podliczono pieniadze na koszulki dla dzieci Lecha (Wikary bardzo trafnie
okreslil to slowem „wzruszajace”), oraz kiedy udalo mi sie poznac dwie
sposrod zon akwarystow: zone Tomka Lanci i Marcina znanego nam jako Eagl.
Obie okazaly sie bardzo cieplymi, otwartymi i milymi dziewczynami. Bardzo,
bardzo brakowalo nam osob, ktore z roznych przyczyn przyjeczhac nie mogly
( Bylabym tez niewdziecznikiem, gdybym nie wspomniala o wreczoniej mi przez
Wikarego nagrodzie:-)) Raz jeszcze powtorze: nie byloby tej nagrody gdyby
nie Wasze piekne odpowiedzi pojawiajace sie po moich postach OT. Nie jestem
typem osoby, ktora pisze dla siebie – musze wiedziec, ze czytaja mnie inni i
, ze jest grupa ludzi, ktora akceptuje moje „pisanie”. Dla siebie hoduje
roze, klematisy i zakladam akwaria. Pisanie jest tym, co moge oferowac
innym. Dziekuje wiec wszystkim, ktorzy przyjmuja ode mnie te krotkie
„impresje literackie” :-)))
Czas na komentarz do raportu Tonida. Jak juz wszyscy wiedza, opuscilismy
spotkanie nieco wczesniej, jako ze o godzinie 21 bylismy umowieni na odbior
ryb, ze sklepu akwarystycznego. Ryby mialy sie stac wlasnoscia Tonida, ktory
juz w drodze do Wroclawia mniej wiecej raz na pol godziny, wracal tematem
wlasnie do nich :-)) Wlasciwie wcale sie nie dziwie jego podekscytowaniu, bo
mozliwosc kupienia tej wielkosci i takiej urody okazow, kazdemu za nas
moglaby zawrocic w glowie. Jednak i sam Tomek nie potrafil sobie chyba do
konca wyobrazic ogromu swoich przyszlych podopiecznych, bo zabrane przez
niego styropianowe pudlo, okazalo sie jak znalazl dla moich zeberek i
slicznego samca agassizii. jakiego kupilam we Wroclawiu ;-)) Zupelnie nie
wyobrazam sobie jak mialyby sie w nim zmiescic ryby, ktore w wiaderkach po
pokarmach, czuly sie jak „sardynki w puszce”. Gibbi wystawial ogon ponad
powierzchnie!! Bardzo bylam ciekawa jak pan Selinger bedzie chcial je
zlapac. Po oczach i minie Tonida widzialam, ze i on ma niejakie obawy. Zwawo
krzatal sie na zapleczu sklepu szorujac wiaderka, w ktorych mialy podrozowac
ryby i mamrotal cos do siebie z zaaferowana mina. Przytomnosci wystarczylo
mu jednak na tyle, ze podal mi nazwe rybek, ktore plywaly w innym akwarium.
Wyciaganie ryb poszlo jednak sprawnie i tylko gibbi bronil sie skrzeczac i
straszac dziwaczna biala mazia, ktora zechcial wyrzucic spod ogona. Potem
juz tylko zamkniecie wiaderek szczelnymi pokrywami i Tonid razno pomknal do
samochodu, nieznacznie tylko uginajac sie pod ciezarem swoich pupilkow. Do
glowy mu nawet nie przyszlo, zeby poprosic kogos o pomoc ;-)) Oczywiscie
wszystko to, zostalo zapisane dla potomnych przy pomocy kamery Uaru i kto
nie wierzy w moj opis, sam bedzie sie mogl przekonac, ogladajac kasete.
Ostatnie usciski, pozegnania i ruszylismy w droge powrotna. Zauroczeni
atmosfera zjazdu liczylismy na przychylnosc losu, ktory mial nam pozwolic
dojechac do domu z nieco oberwana rura wydechowa. Niestety mocno sie
przeliczylismy i rura wydechowa, zupelnie nieczula na nasze zaklecia, powoli
acz systematycznie urywala sie dalej, powodujac halas trudny do zniesienia
nawet dla osob niezby wrazliwych na dzwieki. W ogolnym, rozlewajacym sie
wewnatrz auta burczeniu, udawalo mi sie uslyszec tylko glos Wikarego, co
jakis czas straszacy Tonida, ze panaqua wlasnie przegryza sie przez
plastikowa powierzchnie wiaderka. Nie odpowiadajac na zaczepki Wikarego,
Tonid czule przygarnial do siebie wiaderka a w jego oczach wyraznie czaila
sie modlitwa do rury wydechowej. Na nic sie to jednak zdalo i po
przejechaniu mniej wiecej 40 km rura oberwala sie na tyle, ze zaczela
uderzac o asfalt. Co bylo dalej, wiecie z opisu Tomka: wysoki kraweznik,
policja i znowu wysoki kraweznik oraz wydzierajacy sie urokliwym glosem
slowik i Irek pod Mazda. Stallismy pod wierzba sluchajac tego cudnego spiewu
i dyskutujac o ……….tym w jaki sposob rekiny poozbawiaja swoje ofiary
zycia – czy gryza i odplywaja, czy moze przegryzaja. Tonid co jakis czas
rejestrowal obnizajaca sie nieustepliwie temperature i z u p e l n i e
spokojnie pytal Irka, czy nie udzielic mu pomocy w podwiazywaniu rury. Samo
zycie – sam Mrozek ;-))) Wreszcie po mniej wiecej godzinie, Irek wylazl spod
samochodu i moglismy ruszyc w droge. Zrobilo sie okropnie pozno i wszystkim
zaczelo sie dawac we znaki zmecznie. Tonid i Wikary drzemali na tylnym
siedzeniu. Ryby spaly w wiaderkach miedzy nimi. Zapadla senna cisza,
przerywana burczeniem rury i glosem Tonida, ktory zazwyczaj przerywal
drzemke po to, zeby wypowiedziec jedno zdanie: „Ja bardzo poprosze o nieco
wieksze ogrzewanie dla rybek”. Patrzylam na droge nieprzytomnym wzrokiem,
dopoki nie uswiadomilam sobie, ze podobnie musi sie czuc Irek. Jeden rzut
oka i wiedzialam, ze mam racje – Irek tez niemal zasypial! Od razu
rozpoczelam akcje szczypania i dokarmiania go slodyczami, co pozwolilo mu
bezpiecznie dotrzec do domu. O zadnym dodatkowym postoju i drzemce nie
moglo byc bowiem mowy, ze wzgledu na bezpieczenstwo rybek – Irek czul sie
bardzo odpowiedzialny za cale wydarzenie i bardzo martwil sie o zycie i
zdrowie zawartosci wiaderek. Bardzo polubil obu naszych towarzyszy i
sumienie nie daloby mu spac, gdyby rybom stalo sie cos brzydkiego. Do domu
dotarlismy niemal nad ranem. Calo. Ze wszystkimi rybami. Zywymi :-)))
Teraz dopiero wiem, jak pieknie spiewal ten slowik……

wroclawiaki rozdarly mi spodnie
OTo cala prawda o zlocie

07.05.2000 godz. 02.25

red@kk

Komenda Wojewodzka Policji we Wroclawiu,
wydzial dochodzeniowo-rozliczeniowy.

Niniejszym zglaszam, ze podczas zlotu w miescie Wroclawiu 1 maja roku
2000 zostalem tragicznie w skutkach poszkodowany. Stalo sie to z tylu i
ukradkiem, kiedy siedzialem najspokojniej na swiecie na lawce w Ogrodzie
Botanicznym, do ktorego zawiezli mnie w nieludzkich warunkach organizatorzy
zlotu (wymienie ich plugawe osoby ponizej) autobusem, w ktorym nie bylo
poduszek powietrznych, klimatyzacji, a nawet zimnych napojow dla dzieci
(kujacik) i starcow (TMH).
Swiadkiem owego zdarzenia jest obywatel Kwiecien Tomasz zamieszkaly w
Szczecinie, znany pod pseudonimem Aapril co wyczytalem z identyfikatora,
ktory mial na szyi w chwili zdarzenia. Siedzial on na tej samej lawce, na
ktorej siedzialem zostawszy poszkodowany. To ze Kwiecien Tomasz sam szkod
nie doznal, uznaje ze najlepszy i dostatecznie wiarygodny dowod na to, ze
dzialanie organizatorow zlotu wymierzone bylo osobiscie we mnie, a w
szczegolnosci w moje spodnie, konkretnie z prawej strony, obok tylnej
kieszeni. Rozdarcie na dlugosci 9 i pol centymetrow uznac nalezy za powazne
uszkodzenie mojego osobistego mienia, ktore podczas pobytu na zlocie bylo
pod opieka jego organizatorow. Uwazam, ze powinni dolozyc wszelkich staran,
by nie dopuscic do rownie karygodnych zdarzen.
Zglaszam rownoczesnie, ze zaden z organizatorow (wymieniam imiennie):
ani Slawomir S., ani Wojciech T., ani Jaroslaw I. nie byl w posiadaniu igly
i nitki – co uznaje za bardzo wysokiej rangi zaniedbanie. Nie dysponowali
rowniez zapasowa para spodni, zarowno o moim rozmiarze i ulubionym kolorze
jak i zadnych innych!!! Oznacza to, ze byli zupelnie nie przygotowani na
zorganizowanie tak powaznej imprezy jak zlot akwarystow, ktorzy to z racji
czestego kontaku ze szklem i woda naleza do osob wymagajacych szczegolnej
opieki.
W zwiazku z powyzszym domagam sie od organizatorow zlotu slonego
odszkodowania. Pieniedzy, satysfakcji i samoubiczowania sie na pregierzu (i
nich sie nie wypieraja ze go nie maja, bo sami mi pokazywali) co maja
udokumentowac na stronie zlotu w postaci podpisanych wlasna krwia zdjec.
Przykre okolicznosci, ktorych bylem niestety uczestnikiem daja podstawy
sadzic, ze planowany na sierpien 2000 roku zlot w Sopocie takze moze
przyniesc rownie tragiczne skutki (a moze i bardziej – bo odbedzie sie w
bezposrednim sasiedztwie morza, ktore spokojne nigdy nie jest i wiecej niz
dziure w spodniach moze wyrzadzic). W zwiazku z tym wnosze o profilatyczne
zamkniecie organizatorow w areszcie, polanie ich zimna woda z wysoko
zawartoscia NO2 i NO3 i wymuszenie na nich obietnicy zaopatrzenia sie w igle
i nitke, najlepiej w kolorze czarnym, bo w takich spodniach przewiduje
przybyc na zlot.
Z wyrazami oburzenia i uszanowania
red@terror (znaczy sie, sterroryzowany przez wroclawiakow na zlocie)
Do wiadomosci otrzymuja:
– Wiadomoscie TeFau
– Kancelaria Prezesa i Wiceprezesa
– Najwyzsza Izba Krawiecka
– Liga Obrony przezd Ofiarami w Ludziach