Półdzióbek karłowaty
Dermogenys pusillus
(Hasselt, 1823)


Mirosław Celler

    Przed dziesięcioma laty importowaliśmy te ryby w dość znacznych ilościach, sprzedawał je także sklep związkowy w Chorzowie i sądzić należało, iż gatunek ten przyjmie się u nas na dłużej. Tak się jednak nie stało i dzisiaj nie ma chyba w Polsce hodowcy, mogącego pochwalić się posiadaniem półdzióbka karłowatego. Przykre to, ale prawdziwe: nasze zainteresowania obracają się wokół 20, może 30 gatunków ryb, a przecież mieliśmy ich już w kraju kilkaset. Dla tych osób, które wyjeżdżają za granicę i mają okazję do zakupu ryb, chcę podać kilka szczegółów z życia półdzióbków. Może to zachęci do hodowli tych bardzo oryginalnych ryb.
Aby lepiej zrozumieć problemy związane z hodowlą przytoczę nieco faktów z życia półdzióbków karłowatych w naturze. Pochodzą z wód słodkich, zasolonych i słonych Syjamu, Półwyspu Malajskiego i cieśniny Sunda. Są rybami żyjącymi w powierzchniowej warstwie wody i mają specyficzny sposób pobierania pokarmu. Są nim w 90% owady opadłe do wody wskutek działania wiatru i deszczu. Budowa pyska półdzióbków dostosowana jest głównie do „zbierania" pokarmu z powierzchni wody. Dolna szczęka jest nieruchoma, silnie wysunięta do przodu i dwukrotnie dłuższa od górnej. Potrzebne ruchy wykonuje tylko szczęka górna, bardzo krótka. Ryba pływa tuż pod powierzchnią wody, dość często poruszając górną szczęką. Gdy dostrzeże owada podpływa do niego i „zbiera" go na dolną szczękę, jednocześnie przyciskając z góry krótszą częścią „dzioba". Ten sposób polowania nie nastręcza rybom trudności; gorzej natomiast idzie im z łowami pod wodą, bo i takie się zdarzają. Wtedy ryba przepływając koło ofiary uderza ją z boku. Skręt łba w kierunku ofiary musi być bardzo dokładnie wymierzony, bo inaczej pysk ryby rozminie się z celem.
    Półdzióbki mają kształt ciała typowo szczupakowaty. Spłaszczony grzbiet pozwala na trzymanie się tuż pod powierzchnią wody. Ma to kolosalny wpływ na pobieranie promieni słonecznych przez rybę. Wydaje się, że dawka promieniowania jest wyjątkowo duża, jak na stosunki panujące w środowisku wodnym i ma konkretny wpływ na wytwarzanie się witamin w organizmie ryb. Tego brakuje osobnikom trzymanym w niewoli i wielu hodowców upatruje w tym fakcie główną przyczynę niepowodzeń: dużą część narybku stanowią płaskacze* - osobniki niezdolne do życia. Płaskacze mają ograniczone możliwości ruchu, nie potrafią normalnie pływać lecz poruszają się skokami, szorując brzuchem po dnie. Trzymanie płaskaczy nie ma najmniejszego sensu, gdyż stan ich nigdy się nie poprawia.
Aby wyrównać braki witamin w organizmie półdzióbków, hodowcy starali się zastąpić promienie słoneczne podawaniem witamin wraz z pokarmem. Wykonano setki doświadczeń, z których każde było nadzieją na osiągnięcie owego wyśnionego rezultatu, ale w praktyce nie sprawdzało się wcale lub tylko połowicznie. Ostatecznie najlepsze wyniki dało karmienie ryb doniczkowcami, zawierającymi witaminy A, D3 i E. Metoda hodowli jest prosta: do brei pokarmowej, przeznaczonej dla doniczkowców, daje się b kropli witaminy A, D,3 i E (razem 18 kropli). Tak przygotowanymi doniczkowcami karmi się ryby raz lub dwa razy w tygodniu, nie zapominając o normalnej karmie w postaci żywych rozwielitek (zimą suszonych), oczlików i larw komarów. U tak karmionych ryb prawie nie spotyka się płaskaczy a wyniki rozrodu liczbowo można zaliczyć do względnie dobrych.
    Urządzenie akwarium dla półdzióbków jest nieskomplikowane. Ponieważ są to ryby powierzchniowe - trzeba im dać zbiornik co najmniej średniej wielkości, a jeszcze lepiej duży, niezbyt wysoki, z wystawą wschodnią lub południową. Dno obsadzamy walisnerią i kryptokoryną Peteha, ewentualnie innymi roślinami, dobrze znoszącymi twardszą wodę. Na powierzchnię dajemy kilka dużych paproci wodnych. Ryby te lubią przebywać w wolnych przestrzeniach, pomiędzy pływającymi liśćmi. Trzeba powiedzieć, że są one dość płochliwe i Ąle czują się w otwartej przestrzeni wodnej. Przestraszyć je może nawet zwykła krzątanina hodowcy wokół akwarium: rzucają się wtedy „nieprzytomnie" na szybę i kaleczą długie „dzioby". To prowadzi zwykle do śnięcia ryby, a w najlepszym przypadku do uszkodzenia lub zniekształcenia szczęki. Dobrym sposobem, zabezpieczającym przed tymi kłopotami, jest gęste obsadzenie walisnerią ścian akwarium, a szczególnie jego narożników. Przestrzec trzeba przed dawaniem do zbiornika wgłębki wodnej, gdyż tworzący się z niej gęsty kożuch utrudnia rybom przebywanie tuż pod powierzchnią wody. Przy okazji wspomnę też o potrzebie stosowania przewietrzacza nie tyle w celu ułatwienia rybom oddychania, co dla wzbudzenia ruchu wody. Ryby bardzo lubią „ustawić się" w prądzie wodnym (oczywiście na powierzchni) i tkwią w nim godzinami, zamiast krążyć wokół szyb i rozbijać sobie szczęki. Podobnie zachowuje się narybek toteż łatwo go, w razie potrzeby, wyłowić choćby łyżką.
    Półdzióbki lubią twardą wodę (12-35°n), o neutralnej wartości pH. Woda kwaśna lub miękka jest dla nich zabójcza. Niemal wszyscy hodowcy stosują sól w proporcjach 1 łyżka stołowa na 10 litrów wody. Mogę jednak powiedzieć, że robiłem próby bez zasolenia, z równie dobrym skutkiem. Podobno dzikie egzemplarze, pochodzące z wód słonych, a także ich potomstwo wyhodowane już w akwariach, zawsze potrzebuje domieszki soli do wody. Podobno! Ale jak sprawdzić pochodzenie naszych ryb?

Rys. M. Celler

    Właściwa temperatura wody powinna wahać się w granicach 22-24°C. Skrajna temperatura dla tego gatunku wynosi 18 i 27°C. Istnieje przypuszczenie, że zbyt wysoka ciepłota ma wpływ na powstawanie płaskaczy.
    U Dermogenys pusillus zachodzi wyraĄny dymorfizm płciowy. Samiec jest mniejszy, dorasta do 6 cm długości; samica przerasta go o 10-20 mm. Samce są smuklejsze; na płetwie grzbietowej mają czerwoną plamkę, a pierwsze promienie płetwy odbytowej są przekształcone w narząd kopulacyjny. Samice dojrzewają w piątym miesiącu życia i rodzą z początku po 12-20 młodych; starsze i większe wydają na świat do 40 sztuk potomstwa. Ciąża trwa długo, około 8 tygodni. Dodatek świeżej wody przyspiesza poród; niektóre samice rodzą wtedy w ciągu godziny, u innych przedłuża się on do 48 godzin. Zdrowy wylęg od razu kieruje się ku powierzchni wody, natomiast płaskacze i „wcześniaki" pozostają na dnie. Wylęg ma początkowo szczęki równe; po 2-3 tygodniach uwidaczniają się różnice. Po miesiącu młode osiągają około 2 cm długości, po dwóch miesiącach 3-3,5 cm. W tym też czasie można już łatwo rozpoznać płeć. Przy dobrym karmieniu rodzice nie zjadają młodych, ale mimo to racjonalniej jest przenieść je do innego lęgnika i tam wychowywać. Nie można łączyć wylęgu z narybkiem innego gatunku, bo jako mniej zaradny będzie systematycznie objadany, co wpłynie na wyraĄne osłabienie wzrostu.
    Pierwszym pokarmem wylęgu są larwy solowców i oczlików. PóĄniej dajemy dobrze przesiane oczliki a w miarę upływu dni mniejsze rozwielitki. Przy braku pokarmu żywego dajemy suchy, ale wtedy wzrost rybek będzie o połowę wolniejszy. Dorosłe ryby jedzą właściwie wszystko, byłe pokarm pozostawał jak najdłużej na powierzchni wody lub tuż pod nią. Przy podawaniu żywych rozwielitek doskonałe usługi oddaje mała żarówka zapalona w porze wieczornej. Do światła dążą wszystkie rozwielitki, a wtedy półdzióbki mają pokarm „przed nosem".
    Do menu tych ryb trzeba zaliczyć przede wszystkim larwy komarów, muszki owocowe, następnie wspomniane już rozwielitki, oczliki, a także siekane rureczniki, grindal, świeżo wylęgłe larwy ryb labiryntowych oraz płatkowany pokarm. Raz lub dwa razy na tydzień podajemy witaminizowane doniczkowce, wstrzymując w tym dniu zadawanie innego pokarmu. Przy pielęgnacji Dermogenys pusillus pamiętajmy, że płodność i zdrowie tych ryb zależą w dużej mierze od częstej zmiany pokarmu.
    Na zakończenie warto jeszcze dodać, że samce tego gatunku są wojownicze i zawzięcie walczą między sobą. Z tego też powodu używano ich dawniej w Syjamie do publicznych walk, podobnie jak bojowników.


* Nazwę „płaskacze" obmyśliłem dla tych ryb, które urodziły się z wadliwą budową ciała, szczególnie z niedomaganiem pęcherza pławnego, na skutek czego nie mogą normalnie pływać i leżą na dnie zbiornika. Od czasu do czasu próbują skokami poderwać się ku górze, by natychmiast opaść bezwładnie na dno. Schorzenie jest nieuleczalne. Niemcy nazywają taką rybę Bauchrutscher.